13.10.2012
Dziennik Wzniesieniowy - Część 41
Pewnego pięknego poranka obudził mnie delikatny zapach róż. Czułam jakby głaskanie po policzku. Ach, jakież to było cudne uczucie. Zastanawiałam się, czy otworzyć oczy, bo szkoda mi było stracić to piękne doznanie. Niech więc trwa, postanowiłam, nie otwierając oczu. Chwile mijały, ale zapach róży trwał. Wyobraziłam sobie, że obsypana jestem cudownymi różowymi płatkami, że zbiera się z nich puszysta pierzyna. Płatków przybywa i przybywa, aż napełnia się nimi cały pokój, potem dom, powoli zapełnia się nimi cały świat. Jejku, pomyślałam, ile tych różyczek musiało się poświęcić, dla wyprodukowania takiej masy płatków. Kąpałam się w nich radośnie a ich zapach spowodował, że wpadłam w euforię. Nie martwiłam się jednak, że swoją wizją sprowokowałam tyle różyczek do oddania swoich płatków. Podświadomie wiedziałam, że to wszystko służy jakiemuś celowi.
Dziękuję kochana Anilalah za to, że tak mocno zidentyfikowałaś się z kluczowymi słowami. W tym momencie dotarło do mnie, że są to przecież krążące wokół nas myślokształty, docierające do nas w różnych czasoprzestrzeniach. Piękny twój obraz, Siła-Mego-Serca kochana Anilalah. Przepiękny opis, fascynująca tematyczna podróż, trwająca czasem lata.... Niejednokrotnie odnajduję się w Twoich tekstach, kochana Siostro :)
OdpowiedzUsuńW Miłości.